Teorie ekonomiczne – wszystko, co trzeba wiedzieć

Czym są teorie ekonomiczne?

Teorie ekonomiczne to koncepcje i modele opracowane przez ekonomistów, które mają na celu wyjaśnienie zjawisk gospodarczych. Dzięki nim możemy zrozumieć, jak funkcjonuje gospodarka, dlaczego ceny rosną lub spadają, skąd biorą się kryzysy finansowe, a także w jaki sposób decyzje rządów i firm wpływają na dobrobyt społeczeństwa. Każda teoria stara się uchwycić prawidłowości rządzące zachowaniem ludzi i instytucji w sferze ekonomii. Choć pojedyncza teoria nigdy nie opisze całej złożoności świata finansów, razem tworzą one fundament wiedzy ekonomicznej.

W praktyce teoria ekonomiczna służy jako narzędzie do analizy i przewidywania. Ekonomiści budują modele (upraszczając rzeczywistość za pomocą założeń), aby lepiej zrozumieć mechanizmy takie jak popyt i podaż, inflacja czy bezrobocie. Teorie te podpowiadają, jakie mogą być skutki określonych działań – na przykład podniesienia podatków, zmiany stóp procentowych albo wprowadzenia ceł. Dzięki teoriom ekonomicznym decydenci mają ramy pojęciowe, które pomagają w podejmowaniu świadomych decyzji gospodarczych.

Warto pamiętać, że ekonomia to nauka społeczna, a ludzkie zachowania są trudne do przewidzenia z absolutną pewnością. Dlatego istnieje wiele różnych teorii oferujących odmienne spojrzenia na te same problemy. Nie ma jednej uniwersalnej teorii wyjaśniającej wszystko. Zamiast tego mamy zbiór konkurencyjnych koncepcji – każda podkreśla inny aspekt funkcjonowania gospodarki. Poznanie różnych szkół i nurtów ekonomicznych pozwala spojrzeć na dane zagadnienie z kilku perspektyw i lepiej zrozumieć jego istotę.

Mikroekonomia i makroekonomia – dwa poziomy analizy

Zanim przyjrzymy się poszczególnym teoriom, warto rozróżnić dwa główne obszary ekonomii: mikroekonomię i makroekonomię. Mikroekonomia bada zachowania indywidualnych podmiotów – takich jak gospodarstwa domowe, przedsiębiorstwa czy konkretne rynki produktów. Zajmuje się m.in. tym, jak kształtują się ceny w wyniku gry popytu i podaży, jak konsumenci podejmują decyzje zakupowe, w jaki sposób firmy ustalają wielkość produkcji oraz jak konkurują ze sobą na rynku. Teorie mikroekonomiczne, takie jak teoria popytu i podaży czy teoria wyboru konsumenta, tłumaczą mechanizmy funkcjonowania rynku na poziomie pojedynczych dóbr i usług.

Makroekonomia natomiast patrzy na gospodarkę jako całość. Interesuje ją łączny poziom produkcji (np. PKB – produkt krajowy brutto), ogólny poziom cen w gospodarce (inflacja), sytuacja na rynku pracy (stopy bezrobocia) czy tempo wzrostu gospodarczego. Teorie makroekonomiczne próbują wyjaśnić, co decyduje o cyklach koniunkturalnych – okresach boomu i recesji, dlaczego pojawiają się kryzysy oraz jak polityka rządu i banku centralnego może stabilizować gospodarkę. Przykładami zagadnień makroekonomicznych są: co powoduje inflację, skąd biorą się recesje, jak decyzje o stopach procentowych wpływają na inwestycje, albo jak zmiany podatków oddziałują na dochody i konsumpcję społeczeństwa.

Oba poziomy – mikro i makro – są ze sobą powiązane. Mikroekonomiczne decyzje pojedynczych konsumentów i firm sumują się, tworząc makroekonomiczne rezultaty. Z kolei sytuacja makroekonomiczna (np. kryzys finansowy lub polityka fiskalna rządu) wpływa na warunki działania poszczególnych przedsiębiorstw i gospodarstw domowych. Dlatego pełen obraz gospodarki wymaga znajomości teorii zarówno z zakresu mikroekonomii, jak i makroekonomii.

Główne szkoły myśli ekonomicznej

Na przestrzeni ponad dwustu lat rozwoju ekonomii wykształciły się różne szkoły myśli ekonomicznej. Każda z nich oferuje własne teorie i modele tłumaczące funkcjonowanie gospodarki. Poniżej przedstawiamy najważniejsze nurty i teorie ekonomiczne, które warto znać, aby zrozumieć historyczny i obecny kształt ekonomii.

Ekonomia klasyczna

Ekonomia klasyczna to pierwsza spójna szkoła ekonomiczna, która ukształtowała się pod koniec XVIII i na początku XIX wieku. Jej narodziny wiążą się z publikacją dzieła Adama Smitha „Bogactwo narodów” w 1776 roku. Klasycy skupiali się na funkcjonowaniu rynku wolnokonkurencyjnego i wierzyli w tak zwaną niewidzialną rękę rynku – czyli mechanizm, w którym jednostki, dążąc do własnych korzyści, przyczyniają się zarazem do dobra ogółu. Według klasyków gospodarka najlepiej rozwija się w warunkach wolnego rynku i swobody działalności gospodarczej, gdzie rola państwa jest ograniczona do minimum (zasada laissez-faire, czyli leseferyzmu).

Klasycy, tacy jak Adam Smith, David Ricardo czy Thomas Malthus, wnieśli wiele fundamentalnych koncepcji. Smith podkreślał znaczenie podziału pracy (specjalizacji) dla wzrostu produktywności i wskazywał, że bogactwo narodów pochodzi z pracy ludzkiej i efektywnej produkcji, a nie z nagromadzenia kruszców (jak twierdzili wcześniejsi merkantyliści). Ricardo sformułował teorię przewagi komparatywnej, która pokazała, że opłaca się specjalizować i prowadzić handel międzynarodowy – nawet jeśli jeden kraj jest we wszystkim lepszy od drugiego, to handel przyniesie korzyści dzięki różnicom w kosztach alternatywnych produkcji. Ricardo analizował też rentę gruntową i podział dochodu między klasy społeczne (pracowników, kapitalistów i właścicieli ziemskich). Z kolei Malthus zasłynął swoją pesymistyczną teorią ludnościową – prognozował, że populacja rośnie szybciej niż środki utrzymania, co prowadzi do okresowych kryzysów (tzw. pułapka maltuzjańska).

Ekonomia klasyczna zakładała, że rynki dążą do równowagi, a wszelkie nadwyżki lub niedobory są zjawiskiem przejściowym. Istniała wiara w samoregulację gospodarki: na przykład prawo Say’a głosiło, że „podaż tworzy własny popyt” (czyli wszystko, co zostanie wyprodukowane, prędzej czy później znajdzie nabywcę, ponieważ dochody z produkcji zostaną wydane na zakup dóbr). W praktyce oznaczało to przekonanie, że gospodarka wolnorynkowa jest z natury stabilna i dąży do pełnego wykorzystania zasobów (w tym pełnego zatrudnienia), o ile nie przeszkadza jej państwo. Rolą rządu miała być głównie ochrona własności i zapewnienie bezpieczeństwa, natomiast ingerencje w handel, ceny czy płace były postrzegane jako szkodliwe zakłócenia.

Marksistowska teoria ekonomiczna

Równolegle do myśli klasycznej, w XIX wieku rozwinęła się marksistowska teoria ekonomiczna, związana z pracami Karola Marksa i Friedricha Engelsa. Marx przejął od klasyków (zwłaszcza od Davida Ricardo) analizę wartości opartej na pracy, ale doszedł do odmiennych wniosków. W dziele „Kapitał” przedstawił krytykę kapitalizmu i teoria Marksa stała się podstawą ideologii socjalistycznej oraz wielu późniejszych ruchów robotniczych.

Zdaniem Marksa w systemie kapitalistycznym dochodzi do wyzysku pracowników, ponieważ kapitaliści (właściciele kapitału) przejmują tzw. wartość dodatkową wytworzoną przez robotników. Teoria wartości pracy głosiła, że źródłem wartości towarów jest praca, jaką w nie włożono. Jednak robotnicy otrzymują płacę niższą niż wartość, którą stworzyli – różnica ta to właśnie zysk kapitalisty, czyli według Marksa nieopłacona praca pracownika. Marx przewidywał, że konkurencja zmusi kapitalistów do ciągłego zwiększania wydajności i gromadzenia kapitału, ale jednocześnie będzie prowadzić do spadku stopy zysku, alienacji pracowników i narastania sprzeczności klasowych.

Marksistowska teoria kładła nacisk na historyczny rozwój systemów gospodarczych – kapitalizm był dla Marksa tylko jednym z etapów, który w wyniku wewnętrznych sprzeczności miał upaść i przekształcić się w socjalizm, a ostatecznie w komunizm. Marx analizował cykle koniunkturalne jako wynik sprzeczności kapitalizmu (np. nadprodukcji – robotnicy są za biedni, by kupić to, co wyprodukowali), uważał też, że koncentracja kapitału będzie postępować (bogaci będą coraz bogatsi, biedni coraz biedniejsi). Zaproponował teorię walki klas jako motoru zmian społeczno-ekonomicznych.

Choć wiele przewidywań Marksa się nie sprawdziło w takiej formie, jak zakładał (np. kraje kapitalistyczne znalazły sposoby łagodzenia kryzysów i nierówności poprzez interwencje państwa, rozwój klas średnich itp.), to jego analiza podziału dochodu i krytyka nierówności wywarły ogromny wpływ na ekonomię i nauki społeczne. Marksistowska ekonomia stała się fundamentem gospodarczym ustrojów socjalistycznych w XX wieku i wniosła do dyskursu kwestie sprawiedliwości społecznej, roli własności oraz zależności ekonomicznych od struktury władzy w społeczeństwie.

Ekonomia neoklasyczna

Pod koniec XIX wieku ekonomia wkroczyła w nowy etap rozwoju, który nazywamy rewolucją marginalistyczną. W tym okresie (ok. 1870 r.) trzech ekonomistów – William Jevons w Anglii, Carl Menger w Austrii i Léon Walras w Szwajcarii – niezależnie sformułowało koncepcję użyteczności krańcowej. Tak narodziła się ekonomia neoklasyczna, która położyła podwaliny pod współczesną teorię mikroekonomiczną.

Neoklasycy zastąpili niektóre poglądy klasyków nowymi ideami. Najważniejsza zmiana dotyczyła teorii wartości: klasycy uważali, że wartość towaru wynika głównie z nakładu pracy (lub kosztu produkcji). Ekonomiści neoklasyczni wskazali, że wartość dobra zależy od jego użyteczności dla konsumenta oraz od rzadkości (ograniczonej podaży). Wprowadzili pojęcie użyteczności krańcowej – czyli dodatkowej satysfakcji, jaką daje konsumentowi kolejna jednostka danego dobra. Prawem malejącej użyteczności krańcowej wytłumaczyli, dlaczego nawet bardzo cenne w sumie dobra (np. woda) mogą mieć niską cenę, jeśli są dostępne w obfitości – ponieważ dodatkowa jednostka wody nie jest dla nikogo szczególnie cenna, gdy podstawowe potrzeby są zaspokojone.

Ekonomia neoklasyczna rozwijała matematyczne modele równowagi rynkowej. Léon Walras stworzył model równowagi ogólnej, opisujący, jak popyt i podaż na wszystkich rynkach towarów i czynników produkcji mogą jednocześnie osiągnąć stan równowagi przy odpowiednich cenach. Alfred Marshall natomiast spopularyzował narzędzia analizy popytu i podaży w pojedynczym rynku – do dziś znane są marshallowskie wykresy krzywej popytu i krzywej podaży przecinających się w punkcie równowagi. Marshall wprowadził również pojęcia nadwyżki konsumenta i producenta oraz rozwinął analizę kosztów w krótkim i długim okresie.

Założenia neoklasyczne opierały się na pojęciu homo economicus – racjonalnego jednostkowego decydenta, który maksymalizuje swoją użyteczność (konsumenci) lub zysk (przedsiębiorcy), mając dostęp do pełnej informacji. W takich warunkach rynki konkurencyjne prowadzą do efektywnej alokacji zasobów. Neoklasycy generalnie podzielali optymizm klasyków co do samoregulacji rynku – jeśli każdy optymalizuje swoje decyzje, to w warunkach wolnej konkurencji gospodarka powinna być wydajna i z czasem osiągać stan równowagi.

Ekonomia neoklasyczna stopniowo stała się dominującym nurtem w ekonomii głównego nurtu, zwłaszcza w mikroekonomii. Do jej osiągnięć należą liczne teorie cząstkowe: teoria produkcji i kosztów przedsiębiorstwa, teoria rynków doskonałej konkurencji oraz równowagi monopolistycznej czy oligopolistycznej (tu rozwinięto później teorię gier do analizy strategii firm), teoria wyboru konsumenta, teoria równowagi ogólnej Walrasa i wiele innych. Neoklasycy dali też początek formalnym badaniom nad dobrobytem – np. kryteria efektywności Pareto czy analiza dobrobytu społecznego (teoretyczne podstawy do oceny, kiedy zmiany alokacji zasobów poprawiają ogólny dobrobyt).

Warto zauważyć, że ekonomia neoklasyczna koncentrowała się głównie na analizie statycznej (stany równowagi) i często abstrahowała od zjawisk makroekonomicznych, takich jak bezrobocie w skali całego kraju czy kryzysy. Na początku XX wieku panowało przekonanie, że jeśli coś złego dzieje się w gospodarce (np. rośnie bezrobocie), to wynika to z jakichś sztywności czy przeszkód – bo rynek sam z siebie dąży do pełnego wykorzystania zasobów. Ten optymizm został jednak poważnie zachwiany przez wydarzenia lat 30. XX wieku.

Keynesizm – ekonomia keynesowska

W 1929 roku wybuchł Wielki Kryzys gospodarczy – globalna recesja, w trakcie której produkcja spadła gwałtownie, a bezrobocie w wielu krajach sięgnęło kilkudziesięciu procent. Kryzys ten podważył wiarę w samoregulujące się rynki. W odpowiedzi na załamanie gospodarcze brytyjski ekonomista John Maynard Keynes zaproponował nowe spojrzenie na makroekonomię. Jego dzieło „Ogólna teoria zatrudnienia, procentu i pieniądza” (1936) dało początek ekonomii keynesowskiej.

Keynes odrzucił pogląd, że podaż sama stwarza popyt (prawo Say’a). Zamiast tego argumentował, że to popyt całkowity (agregatowy) determinuje poziom produkcji i zatrudnienia. Jeśli z jakiegoś powodu popyt w gospodarce jest za niski (np. konsumenci boją się wydawać pieniądze, a firmy ograniczają inwestycje), to ogólna produkcja spada, a wraz z nią zatrudnienie – pojawia się recesja i bezrobocie. Co ważne, w takiej sytuacji rynek sam może nie znaleźć łatwo wyjścia, ponieważ niskie wydatki powodują spadek dochodów, a to dalej ogranicza popyt – tworząc błędne koło.

Rozwiązaniem problemu niedostatecznego popytu miała być aktywna polityka gospodarcza państwa. Keynes uważał, że rząd może i powinien przeciwdziałać głębokim recesjom poprzez politykę fiskalną – na przykład zwiększając wydatki rządowe, inwestując w roboty publiczne, obniżając podatki (co zostawia ludziom więcej pieniędzy do wydania) lub stosując kombinację tych działań. Taki bodziec ze strony państwa mógłby pobudzić łączny popyt i przerwać spiralę kryzysową. Keynes opisał mechanizm mnożnika – dodatkowe wydatki wpompowane w gospodarkę (np. budowa dróg finansowana przez rząd) stają się dochodem dla pracowników i firm, którzy z kolei wydają część tych dochodów na kolejne dobra, nakręcając popyt i produkcję w innych sektorach. Efekt mnożnikowy sprawia, że początkowy zastrzyk pieniędzy może wygenerować kilkukrotnie większy wzrost całkowitego dochodu narodowego.

Oprócz polityki fiskalnej, ważną rolę w teorii Keynesa odgrywa polityka monetarna prowadzona przez bank centralny. Keynes zwracał uwagę, że bank centralny może wpływać na stopę procentową poprzez podaż pieniądza. Niskie stopy procentowe ułatwiają inwestycje (tańszy kredyt dla przedsiębiorstw) i konsumpcję dóbr trwałego użytku, co również wspiera popyt. Jednak w głębokiej recesji może wystąpić sytuacja pułapki płynności – gdy stopy są już bliskie zera i dalej nie da się pobudzić inwestycji, a ludzie wolą trzymać pieniądze niż je wydawać. Wtedy tym bardziej potrzebne są działania fiskalne.

Ekonomia keynesowska wprowadziła też analizę krótkookresową, w której ceny i płace mogą nie dostosować się od razu (są sztywne), co tłumaczy istnienie bezrobocia przymusowego. W modelu Keynesa to popyt kształtuje podaż (jeśli firmy widzą, że nie ma chętnych na ich produkty, ograniczają produkcję i zatrudnienie). To odwrócenie klasycznego spojrzenia. Keynes zwracał również uwagę na rolę oczekiwań i nastrojów (tzw. „duchy zwierzęce” przedsiębiorców – ich skłonność do podejmowania ryzyka), co czyni gospodarkę podatną na wahania.

Po II wojnie światowej idee Keynesa zdominowały politykę gospodarczą w wielu krajach rozwiniętych. Okres powojenny aż do lat 70. XX wieku bywa nazywany „złotym wiekiem kapitalizmu” – gospodarki rozwijały się szybko, a bezrobocie utrzymywało się nisko. Rządy aktywnie stosowały politykę fiskalną i monetarną do sterowania koniunkturą. Powstała nawet doktryna zwana państwem dobrobytu, łącząca kapitalizm rynkowy z silną rolą państwa w zapewnianiu stabilności ekonomicznej i opieki społecznej.

Monetaryzm

Pod koniec lat 60. i w latach 70. XX wieku zaczęły się ujawniać zjawiska, z którymi klasyczny keynesizm nie radził sobie najlepiej. Najbardziej dotkliwym problemem stała się stagflacja – współwystępowanie wysokiej inflacji i wysokiego bezrobocia. Według prostych modeli keynesowskich taka kombinacja nie powinna mieć miejsca (bo wysokie bezrobocie miało hamować inflację i odwrotnie). W tym samym czasie nastąpił zwrot intelektualny w ekonomii, prowadzony przez przedstawicieli szkoły chicagowskiej. Najbardziej znanym z nich był Milton Friedman. W ten sposób narodził się monetaryzm – nurt podkreślający rolę pieniądza w gospodarce.

Monetaryści zgodzili się z Keynesem, że popyt agregatowy wpływa na poziom produkcji w krótkim okresie, ale jednocześnie powrócili do pewnych intuicji klasycznych w dłuższym horyzoncie. Milton Friedman stwierdził słynnie, że „inflacja zawsze i wszędzie jest zjawiskiem monetarnym”. Uważał, że główną przyczyną inflacji jest zbyt szybki wzrost podaży pieniądza w stosunku do wzrostu produkcji. Innymi słowy, jeśli bank centralny „drukuje” zbyt dużo pieniądza, to prędzej czy później skończy się to wzrostem cen. Receptą monetarystów na stabilną gospodarkę było więc utrzymanie kontroli nad podażą pieniądza – postulowali oni, by bank centralny prowadził przewidywalną politykę pieniężną, np. zwiększając podaż pieniądza w stałym tempie odpowiadającym potencjalnemu wzrostowi gospodarki.

Friedman i inni monetaryści krytykowali zbyt aktywne, dyskrecjonalne zarządzanie popytem przez rządy i banki centralne. Twierdzili, że próby obniżania bezrobocia poniżej tzw. naturalnej stopy bezrobocia (wynikającej z realiów rynku pracy) za pomocą stymulowania popytu spowodują tylko przyspieszenie inflacji. Wprowadzili pojęcie oczekiwań adaptacyjnych – ludzie uczą się na podstawie doświadczeń i jeśli widzą, że polityka gospodarcza stale generuje inflację, zaczną to wkalkulowywać w swoje żądania płacowe i decyzje cenowe, przez co polityka ta przestaje być skuteczna. Efektem jest trwała inflacja przy niezmienionym, a nawet wyższym bezrobociu.

Monetaryzm przywrócił też wiarę w efektywność rynku na dłuższą metę. Zdaniem Friedmana, gospodarka ma mechanizmy samoregulacji, które w dłuższym okresie przywracają pełne wykorzystanie mocy wytwórczych, o ile nie destabilizuje się jej złymi politykami. Rząd powinien więc skupić się na stabilnym otoczeniu instytucjonalnym i stabilnym wzroście podaży pieniądza, a unikać gwałtownego zwiększania wydatków czy manipulowania podatkami dla krótkotrwałych korzyści.

W praktyce idee monetarystów wpłynęły na zmianę polityki gospodarczej w latach 80. Wiele krajów ograniczyło ekspansję fiskalną i skupiło się na zwalczaniu inflacji poprzez restrykcyjną politykę pieniężną. Przykładem może być działanie amerykańskiego banku centralnego (Fed) na przełomie lat 70. i 80., kiedy to pod przewodnictwem Paula Volckera drastycznie podniesiono stopy procentowe, aby zdusić inflację – co, choć wywołało krótką recesję, ostatecznie ustabilizowało ceny. Monetaryzm podkreślił też znaczenie niezależności banku centralnego – aby prowadził on politykę wolną od nacisków politycznych, skupioną na długofalowej stabilności waluty.

Austriacka szkoła ekonomii

Austriacka szkoła ekonomii wywodzi się, jak sama nazwa wskazuje, z prac ekonomistów działających w Austrii pod koniec XIX i na początku XX wieku. Jej twórcą był Carl Menger (jeden z pionierów rewolucji marginalnej), a do grona czołowych przedstawicieli należeli później Eugen Böhm-Bawerk, Ludwig von Mises oraz Friedrich August von Hayek. Szkoła austriacka rozwinęła swoje, często odmienne od głównego nurtu, teorie i metody analizy ekonomicznej.

Austriacy kładą nacisk na subiektywizm w ekonomii – wartość dobra jest subiektywna i zależy od okoliczności oraz preferencji jednostek (co było zbieżne z marginalistyczną teorią użyteczności). Jednak metoda badawcza austriackich ekonomistów różni się od tej stosowanej przez neoklasyków. Preferują oni dedukcyjne rozumowanie logiczne oparte na kilku oczywistych założeniach (np. ludzie działają celowo, mają pewne preferencje) i niechętnie podchodzą do nadmiernej formalizacji matematycznej czy modelowania opartego na agregatach. Bardziej interesuje ich proces rynkowy w czasie rzeczywistym niż statyczna równowaga.

Jednym z ważnych wkładów szkoły austriackiej jest teoria cyklu koniunkturalnego oparta na pieniądzu i strukturze produkcji. Austriacy, szczególnie Ludwig von Mises i F.A. Hayek, tłumaczyli występowanie boomów i kryzysów polityką pieniężną banków centralnych i systemu bankowego. W ich ujęciu sztuczne obniżenie stóp procentowych (np. poprzez ekspansję kredytu niewynikającą z oszczędności społeczeństwa) powoduje niewłaściwe inwestycje – zbyt wiele projektów inwestycyjnych zostaje rozpoczętych, zwłaszcza w sektorach produkcji dóbr inwestycyjnych, ponieważ kredyt jest tani. Tworzy to boom, ale inwestycje te nie odpowiadają realnym oszczędnościom ani preferencjom konsumentów (są malinwestycjami). W pewnym momencie musi nastąpić korekta: projekty okazują się nierentowne, następują bankructwa, produkcja spada – wybucha kryzys gospodarczy. Austriacka teoria cyklu podkreśla więc rolę pieniądza i stóp procentowych jako regulatora koordynującego produkcję w czasie. Z tego wywodzi się ich postulat, by unikać manipulacji pieniądzem – wielu austriackich ekonomistów opowiada się za standardem złota lub przynajmniej bardzo rygorystycznym ograniczeniem roli banku centralnego.

Szkoła austriacka jest także znana z obrony wolnego rynku i krytyki interwencji państwa. Ludwig von Mises argumentował, że kalkulacja ekonomiczna w gospodarce socjalistycznej jest niemożliwa (tzw. problem kalkulacji), ponieważ bez prywatnej własności środków produkcji i wolnego rynku brakuje cen, które odzwierciedlają względną rzadkość dóbr – w efekcie centralne planowanie nie ma podstaw do racjonalnych decyzji. Friedrich Hayek z kolei podkreślał znaczenie rozproszonej wiedzy w społeczeństwie – żadna centralna władza nie jest w stanie posiadać całej wiedzy, którą w swoich decyzjach wykorzystują miliony uczestników rynku. Ceny na wolnym rynku pełnią rolę sygnałów, które komunikują informację o względnym niedoborze lub obfitości dóbr i czynników produkcji, koordynując działania ludzi. Według Hayeka każda szeroka ingerencja w mechanizm cenowy zaburza ten przepływ informacji, prowadząc do nieefektywności.

Współcześnie szkoła austriacka działa niejako na obrzeżach głównego nurtu ekonomii, ale zyskała popularność w kręgach konserwatywnych i libertariańskich. Idee austriackie o powrocie do solidnego pieniądza, krytyka nadmiernego zadłużenia i interwencjonizmu powracają podczas kryzysów – np. w czasie globalnego kryzysu finansowego 2008 r. zaczęto ponownie dyskutować koncepcje Hayeka i Misesa dotyczące baniek kredytowych. Mimo że mainstream akademicki posługuje się innym aparatem pojęciowym, austriacka szkoła pozostaje ważnym głosem przypominającym o roli przedsiębiorczości, znaczeniu wolności gospodarczej i nieprzewidywalności procesów rynkowych.

Współczesne kierunki i teorie ekonomiczne

Ekonomia nie zatrzymała się w miejscu na etapie sporu między keynesistami, monetarystami a austriakami. Druga połowa XX wieku i początek XXI wieku przyniosły kolejne kierunki i teorie ekonomiczne, które poszerzyły nasze rozumienie zjawisk gospodarczych. Poniżej omówimy kilka ważnych współczesnych nurtów.

Nowa ekonomia klasyczna (teoria racjonalnych oczekiwań)

W latach 70. i 80. XX wieku rozwinęła się tak zwana nowa ekonomia klasyczna, której czołowym przedstawicielem jest Robert Lucas. Była to odpowiedź na problemy, z jakimi zmagał się keynesizm, i na pewne braki teorii monetarystów. Lucas i innych nowi klasycy wprowadzili do makroekonomii koncepcję racjonalnych oczekiwań. W uproszczeniu oznacza to założenie, że uczestnicy rynku – konsumenci, firmy, inwestorzy – nie popełniają systematycznie tych samych błędów przy przewidywaniu przyszłości i uwzględniają całą dostępną wiedzę o polityce rządu w swoich decyzjach.

To założenie ma ogromne implikacje. Lucas wykazał (tzw. krytyka Lucasa), że tradycyjne modele ekonomiczne, w których ludzie reagują na politykę gospodarczą w sposób mechaniczny, mogą być niewiarygodne, gdyż zmiana samej polityki wpływa na zachowanie ludzi w oczekiwaniu na jej skutki. Na przykład, jeśli rząd stale zwiększa wydatki, aby redukować bezrobocie, ludzie mogą zacząć oczekiwać wzrostu inflacji i zażądać wyższych płac zawczasu – co sprawi, że polityka traci efekt. Nowi klasycy twierdzili więc, że przewidywalna polityka gospodarcza będzie nieskuteczna w sterowaniu realną gospodarką, bo ludzie zawczasu wbudują ją w swoje oczekiwania.

Z nową ekonomią klasyczną wiąże się także rozwój modeli realnego cyklu koniunkturalnego (RBC) przez ekonomistów takich jak Edward Prescott i Finn Kydland. Modele RBC zakładają, że wahania makroekonomiczne nie wynikają z błędów polityki czy zmiennych nastrojów, ale z realnych szoków (np. zmiany technologiczne, kryzysy naftowe) i że gospodarka reaguje na nie optymalnie, dostosowując się do nowych warunków. W tych modelach nie ma potrzeby interwencji państwa, bo cykle to w gruncie rzeczy efektywna odpowiedź na zmiany warunków zewnętrznych. Bezrobocie czy spadek produkcji pojawiają się jako rezultat racjonalnej reakcji firm i pracowników na negatywny szok (np. ludzie wolą krócej pracować, gdy spada produktywność, bo obniża się opłacalność pracy). Choć takie podejście wydaje się skrajne, odegrało ważną rolę w rozwoju metodologii makroekonomii – zmusiło keynesistów do lepszego ugruntowania swoich modeli w indywidualnych decyzjach i oczekiwaniach.

Nowi klasycy przyczynili się do zmiany paradygmatu w ekonomii – od lat 80. modele makroekonomiczne starają się uwzględniać oczekiwania uczestników i wynikają często z podstaw mikroekonomicznych. Dzisiejsza ortodoksyjna ekonomia nie wraca już do prostego keynesizmu z lat 60., lecz opiera się na modelach, które łączą elementy podejścia klasycznego i keynesowskiego.

Nowa ekonomia keynesowska

Jako reakcja na nową ekonomię klasyczną powstał nurt nazwany nową ekonomią keynesowską. Ekonomiści tacy jak N. Gregory Mankiw, David Romer czy Joseph Stiglitz zgodzili się, że oczekiwania racjonalne i mikrofundamenty są ważne, ale jednocześnie starali się wykazać, iż nawet przy racjonalnych oczekiwaniach mechanizm rynkowy może nie gwarantować pełnego zatrudnienia i stabilności cen. Wprowadzili do swoich modeli różne rodzaje niedoskonałości rynku.

Jedną z najważniejszych koncepcji nowej ekonomii keynesowskiej jest lepkość cen i płac. Nawet jeśli ludzie są racjonalni, ceny mogą nie dostosowywać się natychmiast do zmian popytu z powodu kosztów menu (kosztów zmiany cen), kontraktów długoterminowych, przyzwyczajeń klientów czy chociażby obaw menedżerów przed zrażeniem klientów ciągłymi zmianami cenników. Podobnie płace mogą być sztywne w dół – firmy nie obniżają płac nawet w obliczu spowolnienia, by nie demotywować pracowników lub nie tracić najlepszych ludzi. Te mikroekonomiczne podstawy powodują, że rynki nie czyszczą się natychmiast i powstają niedobory popytu oraz bezrobocie, tak jak opisywał to Keynes.

Nowi keynesiści rozwijali także teorię rynku pracy z uwzględnieniem zjawisk takich jak efektywność płac (pracodawcy płacą nieco więcej niż minimum, by zwiększyć wydajność i lojalność pracowników) czy koszty zwolnień i zatrudniania (co zniechęca firmy do redukcji płac i załogi w trudnych czasach). Ponadto analizowali sytuacje, w których działania pojedynczych podmiotów mogą prowadzić do niepożądanych skutków w skali makro – na przykład gdy wszyscy próbują oszczędzać w kryzysie, popyt jeszcze bardziej spada (tzw. paradoks zapobiegliwości).

Nowa ekonomia keynesowska połączyła te spostrzeżenia z ideą racjonalnych oczekiwań, tworząc tak zwane modele DSGE (dynamiczne stochastyczne modele równowagi ogólnej), które stały się popularne w bankach centralnych. W modelach tych uwzględnia się zarówno oczekiwania podmiotów, jak i realne zjawiska typu sztywności cen czy koszty dostosowań. Wnioski z nich płynące wspierają potrzebę aktywnej polityki pieniężnej (np. reagowanie banku centralnego na spadki popytu poprzez obniżki stóp) i ewentualnie fiskalnej w pewnych sytuacjach, aby stabilizować produkcję i inflację.

Zarówno nowa ekonomia klasyczna, jak i nowa keynesowska są dziś częścią głównego nurtu – w wielu kwestiach zresztą nastąpiła pewna konsolidacja poglądów. Większość ekonomistów zgadza się np., że w długim okresie gospodarka powraca do potencjalnego poziomu (bezrobocie wraca do naturalnej stopy), ale w krótkim okresie polityka makroekonomiczna może łagodzić wahania cyklu. W praktyce obecna ortodoksja makroekonomiczna zaleca prowadzenie przez bank centralny stabilnej polityki pieniężnej ukierunkowanej na niską inflację, a polityki fiskalnej – ostrożnej i zrównoważonej w długim terminie, ale dopuszczającej deficyty w recesji (automatyczne stabilizatory lub nawet świadome bodźce fiskalne w głębokich kryzysach).

Ekonomia behawioralna

Tradycyjne teorie ekonomiczne w dużej mierze opierały się na założeniu racjonalności podmiotów – czy to w wydaniu klasycznym, czy później w modelach neoklasycznych. Ekonomia behawioralna jest stosunkowo młodym podejściem, które kwestionuje ten obraz człowieka jako zawsze logicznie myślącego „rachmistrza użyteczności”. Łączy w sobie ekonomię z psychologią, badając rzeczywiste zachowania ludzi w sytuacjach ekonomicznych i porównując je z przewidywaniami modeli.

Pionierami ekonomii behawioralnej byli Daniel Kahneman i Amos Tversky, którzy opisali liczne biasy poznawcze i heurystyki, jakimi posługują się ludzie przy podejmowaniu decyzji. Przykładowo, odkryli oni efekt obramowania (inne decyzje zależnie od formy prezentacji wyboru), awersję do straty (straty bolą bardziej niż cieszą analogiczne zyski) czy nadmierną pewność siebie inwestorów. Richard Thaler badał, jak ludzie w praktyce nie przestrzegają założeń klasycznej teorii wyboru (np. brak samokontroli w oszczędzaniu na emeryturę) i zapoczątkował nurt nudgingu, czyli projektowania polityk w taki sposób, by „szturchnąć” ludzi ku lepszym decyzjom bez odgórnych nakazów (np. automatyczne zapisywanie pracowników do planu emerytalnego z możliwością wypisania się, co znacząco zwiększa partycypację).

Ekonomia behawioralna wniosła do teorii ekonomii bardziej realistyczny obraz człowieka – takiego, który nie zawsze maksymalizuje użyteczność według surowych zasad rachunku prawdopodobieństwa i optymalizacji, lecz posługuje się skrótami myślowymi, odczuwa emocje i bywa niekonsekwentny. Te obserwacje mają konsekwencje w wielu dziedzinach: w finansach (stąd rozwój dziedziny finansów behawioralnych tłumaczących bańki spekulacyjne czy paniki giełdowe psychologią tłumu), w ekonomii pracy (np. motywacja pracowników nie zawsze jest czysto finansowa), w polityce publicznej (jak efektywnie zachęcać do płacenia podatków czy szczepień) i innych.

Choć niektórzy tradycjonaliści krytykowali ekonomię behawioralną za rozmywanie rygoru teoretycznego, dziś jest ona szeroko akceptowana jako cenne uzupełnienie standardowych modeli. Coraz więcej modeli ekonomicznych uwzględnia czynniki behawioralne, a rządy powołują zespoły ekspertów od behawiorystyki do projektowania skuteczniejszych regulacji i programów.

Ekonomia instytucjonalna

Innym ważnym podejściem, które dojrzało w XX wieku, jest ekonomia instytucjonalna. Jej początków można upatrywać już u Thorsteina Veblena na przełomie XIX i XX wieku, który krytykował „stary porządek” i zwracał uwagę na rolę nawyków, zwyczajów i instytucji w kształtowaniu zachowań gospodarcznych. W połowie XX wieku odżyła jako nowa ekonomia instytucjonalna dzięki pracom takich naukowców jak Ronald Coase, Oliver Williamson czy Douglass North.

Ekonomia instytucjonalna zakłada, że aby zrozumieć, jak działa gospodarka, nie wystarczy model racjonalnych jednostek – trzeba również analizować instytucje, czyli formalne i nieformalne reguły gry społecznej: prawo, własność, kontrakty, normy, kulturę organizacji itp. Na przykład Coase w słynnym artykule „The Nature of the Firm” zapytał, dlaczego istnieją przedsiębiorstwa – skoro rynek jest taki efektywny, czemu nie każdy pracuje na własny rachunek, a produkty nie powstają poprzez kontraktowanie wszystkiego na zewnątrz? Jego odpowiedzią było wprowadzenie koncepcji kosztów transakcyjnych – zawieranie ciągle umów na wolnym rynku też ma koszty (negocjacje, szukanie informacji, egzekwowanie umów), więc czasem efektywniej jest organizować produkcję wewnątrz firmy, gdzie hierarchia zastępuje mechanizm cenowy.

Williamson rozwinął te idee, badając różne formy organizacji (rynki, firmy, sieci, itd.) w zależności od charakteru transakcji. Douglass North natomiast badał historyczny rozwój gospodarczy krajów, pokazując, że instytucjejednym z najważniejszych czynników rozwoju – kraje z lepszymi instytucjami (zapewniającymi m.in. ochronę własności prywatnej, egzekwowanie umów i stabilność praw) osiągały lepsze wyniki gospodarcze.

Dzięki ekonomii instytucjonalnej do głównego nurtu weszły koncepcje, że np. korupcja, niestabilność prawa, brak zaufania społecznego czy słabość systemu bankowego mogą hamować rozwój, nawet jeśli „na papierze” model rynkowy powinien działać. Instytucje wyjaśniają, czemu podobne polityki gospodarcze mogą dawać różne rezultaty w różnych krajach – bo kontekst instytucjonalny się różni. Współczesne analizy wzrostu i rozwoju prawie zawsze biorą pod uwagę wskaźniki jakości instytucji.

Ekonomia instytucjonalna łączy się też z analizą polityki (tzw. public choice, czyli teoria wyboru publicznego, której prekursorem był James Buchanan). Zamiast zakładać, że państwo automatycznie koryguje zawodność rynku, public choice traktuje polityków i biurokratów jako także interesowne podmioty. Decyzje rządu zależą od gry interesów, co tłumaczy np. istnienie różnych nieefektywnych subsydiów, nadmiernych wydatków czy specjalnych przywilejów – politycy dążą do reelekcji i ulegają wpływom grup nacisku. To kolejny przykład, jak instytucje (tu: system polityczny, ordynacja wyborcza, lobby) wpływają na wynik ekonomiczny.


Powyższe nurty to tylko wybrane przykłady ze współczesnego pluralizmu teorii ekonomicznych. Istnieją też inne ważne gałęzie, jak choćby ekonomia rozwoju (skupiona na analizie biedniejszych krajów i mechanizmach wyjścia z ubóstwa), ekonomia ekologiczna (zwracająca uwagę na zrównoważony rozwój i ograniczenia środowiskowe) czy coraz popularniejsza ekonomia eksperymentalna (przeprowadzająca kontrolowane eksperymenty z udziałem ludzi w laboratoriach lub terenie, by testować teorie). Wszystkie one dokładają kolejne cegiełki do naszej wiedzy o mechanizmach gospodarczych.

Znaczenie teorii ekonomicznych w praktyce

Teorie ekonomiczne nie powstają wyłącznie dla abstrakcyjnych rozważań – mają one realne zastosowanie w świecie biznesu, finansów i polityki. Choć czasem przedstawiciele różnych szkół ostro ze sobą polemizują, w praktyce elementy ich teorii są wykorzystywane zależnie od sytuacji. Zrozumienie teorii pomaga podejmować lepsze decyzje na różnych poziomach: od prowadzenia firmy po prowadzenie państwa.

W biznesie i zarządzaniu

Menadżerowie i przedsiębiorcy korzystają z wiedzy ekonomicznej, świadomie lub intuicyjnie, na co dzień. Fundamentalna teoria popytu i podaży pomaga firmom ustalać optymalne ceny produktów. Jeśli popyt na dany towar rośnie, a podaż jest ograniczona – przedsiębiorstwo może bezpiecznie podnieść ceny, zwiększając swoją marżę. Gdy popyt maleje lub pojawia się więcej konkurentów, obniżka ceny bywa konieczna, by utrzymać zainteresowanie klientów. Znajomość elastyczności cenowej popytu (czyli tego, jak silnie sprzedaż reaguje na zmianę ceny) pozwala przewidzieć skutki takich decyzji. Przykładowo, jeśli na produkt o cenie 100 zł popyt drastycznie spada po podwyżce ceny do 110 zł, oznacza to wysoką elastyczność – firma musi działać ostrożnie, bo klienci łatwo rezygnują. Jeśli natomiast popyt prawie nie reaguje, oznacza to, że konsumenci mocno potrzebują lub cenią produkt, i podniesienie ceny może znacząco poprawić przychody bez utraty wielu klientów.

Teorie ekonomiczne pomagają także w planowaniu produkcji i inwestycji. Analiza trendów popytu (np. rosnącej popularności danego dobra) może skłonić firmę do rozbudowy mocy produkcyjnych lub inwestycji w nowe technologie. Z kolei dostrzegając sygnały nadchodzącej recesji w gospodarce (spadek wskaźników wyprzedzających, pogorszenie nastrojów konsumentów), rozsądny przedsiębiorca może wstrzymać się z dużymi inwestycjami czy zatrudnianiem wielu nowych pracowników, aby nie utknąć z nadmiarem mocy wytwórczych w okresie słabego popytu.

W zarządzaniu finansami firmy również przydają się teoretyczne podstawy. Na przykład koncepcja wartości pieniądza w czasie (leżąca u podstaw teorii finansów) uczy, że złotówka dzisiaj jest warta więcej niż złotówka za rok – stąd wynika znaczenie stóp procentowych, dyskonta i odpowiedniego wyceny projektów inwestycyjnych. Teoria portfelowa (rozwinięta przez Harry’ego Markowitza) tłumaczy, jak dywersyfikować inwestycje, aby zminimalizować ryzyko przy danym oczekiwanym zwrocie – co jest istotne nie tylko dla inwestorów giełdowych, ale i dla firm zarządzających swoim kapitałem.

Wreszcie, znajomość różnych struktur rynkowych (konkurencja doskonała, monopol, oligopol itp.) pozwala firmom lepiej ocenić swoje otoczenie i opracować strategie. Teoria gier, stosowana w ekonomii, bywa przydatna przy planowaniu posunięć wobec konkurentów – np. decyzji o wojnach cenowych, wprowadzaniu nowych produktów czy reakcji na działania rywali. Można przewidywać, jak konkurenci mogą odpowiedzieć na nasze posunięcia (wejście na nowy rynek, obniżka cen), i na tej podstawie wybrać optymalną strategię.

Krótko mówiąc, teorie ekonomiczne dostarczają przedsiębiorcom mapy drogowej – modelu, jak działa rynek. Oczywiście rzeczywistość bywa bardziej skomplikowana niż model w podręczniku, ale punktem wyjścia do analizy zawsze jest jakaś teoria. Decyzje podejmowane „na wyczucie” często i tak implicite wynikają z jakichś założeń ekonomicznych. Lepiej znać je świadomie i umieć zastosować, niż działać po omacku.

W polityce gospodarczej

Równie ważne jest zastosowanie teorii ekonomicznych przez rządy i banki centralne. Politycy i decydenci ekonomiczni nie zawsze kierują się czystą teorią (często w grę wchodzą względy polityczne), ale dobre rządy starają się bazować na sprawdzonych prawidłowościach ekonomicznych, aby prowadzić kraj ku rozwojowi i stabilności.

Klasycznym przykładem wpływu teorii na politykę jest wybór między podejściem keynesowskim a neoliberalnym (monetarnym) w prowadzeniu polityki makroekonomicznej. W okresie spowolnienia gospodarczego rząd stojący przed dylematem „ciąć wydatki czy zwiększać, by pobudzić gospodarkę?” w istocie dokonuje wyboru między różnymi teoriami. Jeśli dominują idee keynesowskie – rząd zdecyduje się na stymulację fiskalną: zwiększy inwestycje publiczne, obniży podatki dla gospodarstw domowych, by zwiększyć im dochód rozporządzalny i zachęcić do konsumpcji. Jeśli natomiast przyjmuje bardziej monetarystyczny lub klasyczny punkt widzenia – może uznać, że lepiej ograniczyć wydatki, utrzymać niskie deficyty, a ożywienie przyjdzie samo dzięki mechanizmom rynkowym (ewentualnie wspomożone luźniejszą polityką pieniężną, ale bez „rozdmuchiwania” roli państwa).

Banki centralne na całym świecie opierają swoją politykę na dorobku teorii monetarnej i keynesowskiej. Dziś standardem jest cel inflacyjny – pomysł wywiedziony z analizy przyczyn inflacji i oczekiwań inflacyjnych (Friedmanowska teoria monetarna plus nowokeynesowska analiza oczekiwań). Banki starają się tak ustalać stopy procentowe, by inflacja była niska i stabilna, co sprzyja zdrowemu wzrostowi. Gdy grozi przegrzanie gospodarki i inflacja rośnie, bank podnosi stopy (schładza popyt); gdy nadchodzi recesja, obniża stopy, by zachęcić do kredytu i inwestycji. To dokładne odzwierciedlenie teorii makroekonomicznych w działaniu.

Przy formułowaniu polityki budżetowej decydenci korzystają z modeli ekonomicznych do przewidywania skutków podwyżek lub obniżek podatków, zmian w wydatkach socjalnych, itp. Na przykład teoria krzywej Laffera (z zakresu ekonomii podaży) sugeruje, że nadmiernie wysokie podatki mogą być przeciwskuteczne i zmniejszyć wpływy budżetu, bo hamują aktywność gospodarczą i skłaniają do unikania opodatkowania. Choć krzywa Laffera często jest nadużywana politycznie, w umiarkowanej formie podpowiada, że istnieje pewien optymalny zakres opodatkowania – zbyt małe podatki nie dadzą dochodów potrzebnych państwu, ale zbyt duże zdławią przedsiębiorczość. Znajomość tej i innych teorii pomaga znaleźć punkt równowagi.

Innym przykładem jest kształtowanie polityki socjalnej i rynku pracy – tu również ścierają się różne teorie. Z jednej strony koncepcje ekonomii neoklasycznej i monetaryzmu wskazują, że zbyt hojne zasiłki czy płaca minimalna powyżej pewnego poziomu mogą powodować bezrobocie (bo zniechęcają do pracy albo czynią pracowników zbyt drogimi dla firm). Z drugiej strony teorie inspirowane keynesizmem czy ekonomią behawioralną podpowiadają, że pewien poziom zabezpieczenia dochodu może zwiększać popyt i stabilność społeczną, a kapitał ludzki (np. zdrowie, edukacja pracowników) jest ważniejszy niż krótkookresowe koszty dla pracodawcy. Politycy muszą wyważyć te racje – często przyjmując po trochu z obu podejść.

Podobnie w kwestii handlu międzynarodowego – teoria przewagi komparatywnej Ricarda przekonuje, że wolny handel przynosi globalne korzyści. Jednak nowsze modele (np. uwzględniające bezrobocie czy strategiczną rolę niektórych sektorów) mogą uzasadniać pewien protekcjonizm. Każda decyzja o cłach, umowach handlowych czy kursie walutowym jest gdzieś zakorzeniona w teorii ekonomicznej, nawet jeśli nie jest to na pierwszy rzut oka widoczne.

Reasumując, teorie ekonomiczne stanowią fundament dla kształtowania polityki gospodarczej. Dają one wiedzę o potencjalnych konsekwencjach różnych działań. Oczywiście polityka to także sztuka reagowania na bieżące wydarzenia i godzenia sprzecznych interesów, ale bez zrozumienia mechanizmów opisanych przez ekonomię łatwo popełnić kosztowne błędy. Dlatego rządy zatrudniają sztaby doradców ekonomicznych, a instytucje międzynarodowe (jak MFW czy Bank Światowy) opierają swoje rekomendacje na wynikach badań teoretycznych i empirycznych w dziedzinie ekonomii.